Przejdź do głównej zawartości

Zagłada i rekreacja

Są krajobrazy wyjęte z kontekstu czasu i przestrzeni. Mają nieostre granice, nie przystają do otoczenia, a tym samym nie poddają się kartografii, nie można ich sensownie przedstawić na mapie. Przebiegi ścieżek i dróg, rysunek terenu wyglądają na wycięte i wklejone z zupełnie innej mapy.
Ta wymierna przestrzeń jednak istnieje. Można pomyśleć, że to przespana szansa dewelopera – ponad 30 ha właściwie wolnego terenu. We wrześniowe popołudnie wśród ścieżek i zarośli można tam spotkać: kobietę z psem, ojca z synem (około 4 lat, na dziecinnym rowerku), dwie pary na spacerze, czerstwych, choć zrzędliwych staruszków (na ławkach); rowerzyści i biegacze.

Fot. Wojciech Mania, 14.09.2014
Widok z dawnego obozu (przestrzeni zagłady) na współczesne osiedle (przestrzeń zamieszkiwania).

Jednak w tym częściowo pielęgnowanym, a częściowo zarastającym krajobrazie zapisana jest pamięć. Współczesna topografia nabiera precyzji i zyskuje przyczynę, gdy nałożyć na nią stary plan. Tu był budynek, tu droga, tu plac, a tam baraki, w końcu także krematorium. Nie potrzeba rysunku, ani dalszych wyjaśnień. Wystarczy zestawić te słowa razem, by stało się jasne przeznaczenie tego terenu. Jakieś 4 km od krakowskiego rynku od 1943 do 1945 roku funkcjonował obóz pracy, a później obóz koncentracyjny w Płaszowie. Przeszło przez niego od 50 do 150 tysięcy więźniów.
Pejzaż (jak niestosownie brzmi to estetyzujące określenie!) Płaszowa jest miejscem pamięci nie tylko w sensie dosłownym, geograficznym. Jest również punktem węzłowym w strukturze pamięci społecznej, który dzięki wprowadzeniu elementów narracji słownej (tablic informacyjnych, sformułowanych w spolegliwym tonie) i symbolicznej (pomników) utrwala wspomnienie.

Fot. Wojciech Mania, 14.09.2014
Szanowni Państwo, Dear Visitors.

Według Jana Assmanna potrzeba jakichś 70-80 lat, by pamięć komunikatywna, kształtowana i weryfikowana przez żyjących świadków zdarzeń, przekształciła się w pamięć kulturową. Ta ostatnia jest utrwalana przez nośniki pamięci, w tym krajobrazy. W istocie powstają one z napięcia pomiędzy dążnością człowieka do wyznaczania zamkniętych granic, a pozostawaniem w relacji z otoczeniem. Poprzez pamięć, będącą cechą konstytutywną krajobrazu, prowadzony jest dialog pomiędzy miejscami, nie pozostającymi w chronologicznej i funkcjonalnej relacji.

Fot. Wojciech Mania, 14.09.2014
Przestrzeń dawnego obozu została częściowo oswojona przez ławki, na których można usiąść i wypocząć. Ponad linię horyzontu wydobywają się znaki trzech porządków, opowiadające historię ostatnich  70 lat miasta: Pomnik Ofiar Faszyzmu (pamięć wojny i zagłady), komin nieczynnej fabryki (powojenna industrializacja a jednocześnie upadek przemysłu), reklama marketu (współczesna konsumpcja).

Idąc spękaną asfaltową ścieżką w stronę Pomnika Ofiar Faszyzmu niemal do samego końca nie widać monumentu. Prosta aleja jest otoczona drzewami, zawężającymi perspektywę. Jednak idealnie na jej przedłużeniu cały czas widać budowlę, ku której zmierzamy. Jest to pofabryczny komin. Pozostałość zakładów chemicznych Bonarka, a obecnie centrum handlowe. Choć położony z dala od granicy dawnego obozu i w istocie nie mający nic wspólnego z krematoryjnymi piecami, to nabiera mocy symbolu poprzez miejsce pamięci, w tym przypadku posiadające zarówno współrzędne geograficzne, jak i pozycję w topografii pamięci.

Fot. Wojciech Mania, 14.09.2014
Komin, ku któremu zmierza aleja - symbolika powstała z wzajemnych relacji geografii i pamięci.

Choć teren obozu jest wyłączony z zamieszkiwania, to w jego sąsiedztwie znajdują się osiedla. Cały ten obszar jest w trakcie wspomnianego wyżej procesu przejścia od pamięci komunikatywnej do kulturowej. Niebawem nie będzie świadków, pozostaną tylko żywi ze swym codziennym zamieszkiwaniem. Kontrapunktem dla przebywania w domach jest, by tak to ująć, „pozaproduktywna” aktywność w przestrzeni otwartej – rekreacja. Wystarczy rzut oka na plan miasta, by zobaczyć, że dla wielu, Płaszów to najbliższy teren zieleni. Stąd obecność spacerowiczów, rowerzystów, randkowiczów... Banalność codzienności pokonuje banalność zła. Być może nawet jedna zawiera się w drugiej.

Fot. Wojciech Mania, 14.09.2014
Określenie "dawny obóz", choć odnosi się do przeszłości stanowi kategorię współczesną, krajobrazem, z którym nic nie można zrobić, a przyczyną tego jest pamięć, a nie materialne (fizyczne, chemiczne) skażenie.

Jednak teren Dawnego Obozu Płaszów nie stanie się parkiem. Choć zapominanie to jeden z mechanizmów radzenia sobie z traumą, to ten krajobraz pozostanie w istocie "nie-obozem", który powstał tam, gdzie wcześniej istniał żydowski cmentarz. Zatem śmierć gorsza zatarła pamięć o śmierci codziennej. Choć grunt nie jest skażony w dosłownym znaczeniu, to pozostanie wyjętą z czasu przestrzenią. Jak bowiem zauważa Kazimierz Wóycicki, „jedynym sposobem [na] uporanie się z przeszłością Holocaustu stała się pamięć o nim”.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

nie-miejscownik: Antoninek - przewodnik alternatywny

👉 Polub nie-miejsca na Facebooku 👈
Dlaczego Antoninek? W końcu to zupełnie zwyczajna dzielnica na obrzeżach Poznania? Ponieważ nie ma miejsc nieciekawych, są tylko takie, którym nie poświęca się dość uwagi. Każdy krajobraz nosi bowiem w sobie historie ludzi, ich wyobrażeń, tego jak chcieli i dalej chcą upiększać swoje otoczenie. O tym chcemy opowiedzieć w nie-miejscowniku, czyli przewodniku po zakątkach niedocenionych, niepoznanych lub wręcz zapoznanych. Nie znajdziemy tych opowieści w tradycyjnych bedekerach, na próżno ich szukać w błyszczących katalogach biur podróży. Żaden bloger turystyczny podróżniczy nie uwzględnia ich na liście „top dziesięć rzeczy, które musisz zobaczyć w tym mieście”. Choć są tak blisko, to można się tam poczuć obcym osobnikiem, który jest na wszelki wypadek dyskretnie dozorowany, obserwowany zza firanek. Tym, który się rozgląda, choć sam raczej unika kontaktu. Za to rości sobie prawo do łatwych ocen oraz tanich posiłków i noclegów. Jednym słowem – turystą.

Hans Kloss

Dworzec Centralny w Tbilisi. Pełna integracja metra, kolei, kanapek, chaczapuri, legginsów sprzedawanych przez Romki, uryny, kawy rozpuszczalnej Jacobs, centrum handlowego i oczywiście marszrutek. Marszrutnoje taksi - ten wspólny mianownik postsowieckości. Właściwie żadna egzotyka. Zwykłe mikrobusy. Fordy transity, mercedesy sprintery albo te jeszcze starsze T1. Cechy charakterystyczne: ich maski często są obciągnięte czarną dermą. Niekiedy na burcie spore litery, układające się w napisy “VIP Klassen”. Czy były wcześniej? Czy naklejono je później, już po sprowadzeniu busów na Kaukaz, by dodać im prestiżu?
W każdym razie cena stała i przystępna, trasa znana. Jedynie rozkład jazdy jest traktowany swobodniej. Ponieważ całe przedsiębiorstwo przewozowe to często kierowca i marszrutka. By ruszyła musi osiągnąć zatem stopień zapełnienia, gwarantujący opłacalność. Jest to zadaniem “naganiaczy”. Bardziej lub mniej aktywnie wyłapujących miejscowych i turystów, wypytując o cel podróży. I proszę…

Bazar mitów i symboli

Targ w gruzińskim Kutaisi to jedno z najpopularniejszych miejsc w mieście. Przyciąga mieszkańców i turystów-poszukiwaczy lokalnego kolorytu. Choć zajmuje cały kwartał, to najbardziej charakterystycznym budynkiem jest ten na rogu ulic Rustawelego i Paliaszwilego. Nie wyróżnia się wysokością ani formą, jednak trudno go przeoczyć. Na jego frontowej ścianie, wyeksponowanej niewielkim placem, znajduje się monumentalna płaskorzeźba. Rzeźbiarz zastosował konwencję haut-relief. Dodaje to kompozycji ekspresji, bowiem postaci są wyraźnie wysunięte ze ściany. Efektu dodaje również materiał, czyli wyraziście czerwony kamień. Na przechodniów spoglądają dziesiątki monumentalnych postaci i posępnych twarzy, otoczonych rozmaitymi motywami i ornamentami. Tytuł reliefu to "Kolchida", a jego autorem jest Bernard "Franc" Nebieridze, urodzony w 1939 roku gruziński rzeźbiarz, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Tbilisi. Projekt zrealizowano w latach 1979-80. To właśnie koniec lat 70. XX…