Przejdź do głównej zawartości

Chełmno, czyli trudna relacja z miastem zakochanych

Moja słabość do małych miast jest chyba nieuleczalna. Ta medyczna metafora jest o tyle trafna, że i mój stosunek do nich nie jest do końca zdrowy. Mam na myśli to, że nie potrafiłbym w takim miasteczku mieszkać, czy raczej żyć.
Pomimo to, mają w sobie coś przyciągającego. Może to coś zupełnie przyziemnego? Może chodzi o ich skalę? Można w końcu je całe obejść piechotą nie tylko wzdłuż i wszerz, ale często także po obwodzie. Ich wielkość nie wzbudza lęku i poczucia zagubienia, będącego niemal synonimem wielkich metropolii.
Jednym z nich jest Chełmno, którym bliżej się zainteresowałem szukając w Polsce kurczących się miast. Niestety okazało się za duże, bliżej mu bowiem do 20 tysięcy mieszkańców, gdy mnie interesowały te nie przekraczające 10 tysięcy. W każdym razie, malowniczo położone na wiślanej skarpie miasteczko to jeden z najlepiej zachowanych przykładów średniowiecznych układów urbanistycznych, wraz z siatką ulic, gotycką architekturą i murami. To Chełmno stało się wzorem, z którego korzystano lokując takie miasta jak Królewiec, Toruń czy Warszawa. Są to miasta na prawie chełmińskim.

Panorama Chełmna (fot. Wojciech Mania)
Panorama Chełmna z wieży kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.
Na drugim planie, jak twierdzą lokalni, "najpiękniejszy widok na Świecie".
Tymczasem dziś miasta stały się produktami. Nie ma prawa chełmińskiego, jest prawo rynku. Jak wiadomo żaden szanujący się produkt, a ów szacunek wyraża się w aspiracji do bycia brandem, nie może się obyć bez swojego logo i hasła. Miasta też chcą być produktami, dlatego tak fantastycznie rozwija się marketing terytorialny, zajmujący się wymyślaniem opakowań, tego ideowego celofanu, w który owijane są ciastka, telefony komórkowe, a w końcu także miasta. O średnim czasie bezawaryjnej pracy naszego miasta-produktu może kiedy indziej, tu chodzi o budowanie wizerunku. Ma on być wyrazisty i czytelny dla mitycznego, post-romantycznego przeciętnego Kowalskiego, który ma się z nim identyfikować. Czy żyje on czymś tak przyziemnym, jak stosy cegieł, choćby i ułożono je w strzeliste gotyckie kościoły? Otóż nie. Przebywa on w świecie idei wyższej i uniwersalnej, miłości mianowicie.

Chełmno, ul. Biskupia (fot. Wojciech Mania)
Chełmno, ul. Biskupia, czyli niemal samo centrum, jeśli ta kategoria
odnosi się do małych miast.
Chełmno odpowiada na tę duchową potrzebę, jest bowiem "miastem zakochanych i zabytków". Zabytki brzmią tyleż ogólnikowo, co jakby dodano je do sloganu trochę z obowiązku, a może z przyzwoitości.
Rodzi się zatem pytanie: właściwie dlaczego Chełmno jest miastem zakochanych? Otóż w chełmińskim kościele farnym znajdują się relikwie świętego Walentego. W Europie od średniowiecza był wzywany w przypadku ciężkich chorób, a jego specjalności to epilepsja i przypadłości psychiczne. Natomiast w Anglii, a później Stanach Zjednoczonych stał się patronem zakochanych (skąd w zasadzie niedaleko do chorób psychicznych...). Stamtąd spadł na stary kontynent w postaci deszczu różowych serduszek i pluszaków - zawsze 14 lutego.

Chełmno - ławeczka zakochanych (fot. Wojciech Mania)
  1. usiąść na ławeczce zakochanych znajdującej się naprzeciw budynku Urzędu Miasta,
  2. przy pomocy telefonu komórkowego zaprosić pozdrawianą osobę na stronę www.chelmno.pl, na której znajduje się obraz z kamery ukazującej widok ławeczki,
  3. skierować wzrok na kamerę znajdującą się powyżej drewnianego wejścia do budynku urzędu,
  4. przesłać pozdrowienia
Co do samych relikwii, by uniknąć niezręcznych spekulacji na temat, która to część ciała świętego od zakochanych jest udostępniona, powiem, że chodzi o fragment głowy. W każdym razie, apogeum kultu Walentego w Chełmnie przypadło na wiek XVII i XVIII. Potem zniknął na kolejne stulecia, a fragment uświęconego trupa z szafy wyciągnięto dopiero niedawno. Bynajmniej nie z przyczyn religijnych. Jak wyjaśniono na oficjalnej stronie miasta:
Od kiedy i Polskę owładnęła moda obchodzenia „Walentynek”, chełmińska relikwia nabrały nowego znaczenia. 14 lutego 2002 roku po prawie 200 latach ponownie została wystawiona. Zapoczątkowano w ten sposób w mieście uroczyste Obchody Dnia Świętego Walentego, na które mimo zimowej aury zjeżdżają tłumy turystów, by poczuć gorącą atmosferę i szczególny urok tego starego średniowiecznego miasta – Miasta Zakochanych®
Tak, na końcu jest znaczek chronionego znaku towarowego. Marketingowy szach-mat, pop-sakralno-kulturowe hokus-pokus. Zakochani, jak jeździli do Paryża, tak dalej jeżdżą. I dlatego warto zainteresować się Chełmnem.

Chełmno, ul. Grudziądzka (fot. Wojciech Mania)
Ulica Grudziądzka w Chełmnie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

nie-miejscownik: Antoninek - przewodnik alternatywny

👉 Polub nie-miejsca na Facebooku 👈
Dlaczego Antoninek? W końcu to zupełnie zwyczajna dzielnica na obrzeżach Poznania? Ponieważ nie ma miejsc nieciekawych, są tylko takie, którym nie poświęca się dość uwagi. Każdy krajobraz nosi bowiem w sobie historie ludzi, ich wyobrażeń, tego jak chcieli i dalej chcą upiększać swoje otoczenie. O tym chcemy opowiedzieć w nie-miejscowniku, czyli przewodniku po zakątkach niedocenionych, niepoznanych lub wręcz zapoznanych. Nie znajdziemy tych opowieści w tradycyjnych bedekerach, na próżno ich szukać w błyszczących katalogach biur podróży. Żaden bloger turystyczny podróżniczy nie uwzględnia ich na liście „top dziesięć rzeczy, które musisz zobaczyć w tym mieście”. Choć są tak blisko, to można się tam poczuć obcym osobnikiem, który jest na wszelki wypadek dyskretnie dozorowany, obserwowany zza firanek. Tym, który się rozgląda, choć sam raczej unika kontaktu. Za to rości sobie prawo do łatwych ocen oraz tanich posiłków i noclegów. Jednym słowem – turystą.

Hans Kloss

Dworzec Centralny w Tbilisi. Pełna integracja metra, kolei, kanapek, chaczapuri, legginsów sprzedawanych przez Romki, uryny, kawy rozpuszczalnej Jacobs, centrum handlowego i oczywiście marszrutek. Marszrutnoje taksi - ten wspólny mianownik postsowieckości. Właściwie żadna egzotyka. Zwykłe mikrobusy. Fordy transity, mercedesy sprintery albo te jeszcze starsze T1. Cechy charakterystyczne: ich maski często są obciągnięte czarną dermą. Niekiedy na burcie spore litery, układające się w napisy “VIP Klassen”. Czy były wcześniej? Czy naklejono je później, już po sprowadzeniu busów na Kaukaz, by dodać im prestiżu?
W każdym razie cena stała i przystępna, trasa znana. Jedynie rozkład jazdy jest traktowany swobodniej. Ponieważ całe przedsiębiorstwo przewozowe to często kierowca i marszrutka. By ruszyła musi osiągnąć zatem stopień zapełnienia, gwarantujący opłacalność. Jest to zadaniem “naganiaczy”. Bardziej lub mniej aktywnie wyłapujących miejscowych i turystów, wypytując o cel podróży. I proszę…

Bazar mitów i symboli

Targ w gruzińskim Kutaisi to jedno z najpopularniejszych miejsc w mieście. Przyciąga mieszkańców i turystów-poszukiwaczy lokalnego kolorytu. Choć zajmuje cały kwartał, to najbardziej charakterystycznym budynkiem jest ten na rogu ulic Rustawelego i Paliaszwilego. Nie wyróżnia się wysokością ani formą, jednak trudno go przeoczyć. Na jego frontowej ścianie, wyeksponowanej niewielkim placem, znajduje się monumentalna płaskorzeźba. Rzeźbiarz zastosował konwencję haut-relief. Dodaje to kompozycji ekspresji, bowiem postaci są wyraźnie wysunięte ze ściany. Efektu dodaje również materiał, czyli wyraziście czerwony kamień. Na przechodniów spoglądają dziesiątki monumentalnych postaci i posępnych twarzy, otoczonych rozmaitymi motywami i ornamentami. Tytuł reliefu to "Kolchida", a jego autorem jest Bernard "Franc" Nebieridze, urodzony w 1939 roku gruziński rzeźbiarz, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Tbilisi. Projekt zrealizowano w latach 1979-80. To właśnie koniec lat 70. XX…