Przejdź do głównej zawartości

Trzecie wejście do tej samej rzeki (konkretnie Warty)

Ostatnio pewien kolega, uznajmy że jest on całkowicie Zmyślony, podlinkował na fejsie link, który prowadził do zapisu dyskusji. Jej celem było znalezienie odpowiedzi na pytanie: Czy i kiedy artykuły naukowe tracą swoją aktualność w kontekście prezentowanych badań? Dodajmy, że chodzi o turystykę i to kulturową (traktowaną jako jakąś tam naukę), a nie, powiedzmy, fizykę. Fizyka ta dyskusja mogłaby, umówmy się, rozbawić. Mniejsza z tym...
W kontekście pytania o aktualność chciałbym dopisać jeszcze jeden wątek. Skądinąd przyziemny. Mianowicie czas oczekiwania na publikację. Zdarzyło się tak, że niemal równo pięć lat temu wziąłem udział w ekscentrycznej wyprawie. Celem było przejście piechotą od źródeł do ujścia Warty. W wyprawie wzięło dział łącznie kilkanaście osób, a każda z trochę innej bajki (pardon, dyscypliny naukowej). Plan był zatem taki, by na końcu powstał tom poświęcony wyprawie i rozmaitym jej kontekstom (geografia, ochrona przyrody, architektura, krajobraz itp.).
Pamiętam, że swój tekst miałem gotowy jakoś na przełomie 2009 i 2010 roku. Już w lutym 2014 (sic!) trzymałem to w rękach, i to z datą 2012...
W każdym razie, idąc za logiką rodem z Barei, gdyby ukazał się on powiedzmy po roku, a ja zwlekałbym z wrzuceniem notki na ten temat przez 5 miesięcy, to można by uznać, że jest ona mocno nieaktualna (stracone 40% czasu). Natomiast skoro minęło 5 lat, a ja zaniedbałem bloga, to i tak publikuję tę informację jedynie z 8-procentowym opóźnieniem.
Nic zatem nie zaszkodzi go wrzucić (pomimo, że zapowiedź tego tekstu pojawiała się z dwa razy jeszcze na starym blogu). Zwłaszcza że jest to mój ulubiony artykuł (z tych, które osobiście popełniłem). Nie oznacza to bynajmniej, że jest dobry. Właściwie to chyba esej, i to co gorsza trochę na każdy temat... Czy się zdezaktualizował? Krajobrazy dźwiękowe, choć nie są „mainstreamem”, to jednak w pewnych kręgach stały się poniekąd modne, a niektórzy już niemal weterani, jak choćby Sebastian Bernat, do dziś publikują artykuły na ten temat. No i gdy to pisałem nie miałem pojęcia, że zajmę się turystyką zawodowo. To tyle. W związku z tym, że kwestie soniczne są jednak najciekawszym wątkiem artykułu, żadnych obrazków nie będzie, tylko mapa krajobrazów dźwiękowych.
Aha, tekst w mojej wersji nazywał się "Czy zmysły prysły? W stronę geografii bardziej humanistycznej". Redaktor tomu jednak nadał mu tytuł bardziej stateczny i godny, a tym samym bardziej naukowy. :)

* * *

Mania W., 2012: Krajobraz i turystyka – rozważania z geografii humanistycznej. W: Z. Młynarczyk, W. Rosik, A. Zajadacz (red.), Uwarunkowania i plany rozwoju turystyki. Tom IX. Dolina Rzeki Warty – przyrodnicze i turystyczne fascynacje. Bogucki Wydawnictwo Naukowe, Poznań, s. 165-186. 

Abstrakt: Niniejszy artykuł jest raczej esejem niż tekstem naukowym. Przedstawia on refleksje nad rolą krajobrazu we współczesnej geografii oraz turystyce. Kreśli również krytyczny portret postaci turysty, doszukując się źródeł wielu jego zachowań w romantyzmie. W dalszej kolejności omawiana jest fotografia jako jeden z podstawowych atrybutów określających doświadczenie turysty. Ostatni – najważniejszy – rozdział traktuje o roli innych zmysłów w doświadczaniu krajobrazu. Zawiera wyniki wywiadów z uczestnikami wyprawy Warta 2009, w których zostali zapytani o swoje skojarzenia dźwiękowe, związane z różnorodnymi miejscami. Na podstawie materiału dźwiękowego zgromadzonego podczas wyprawy powstała również mapa krajobrazów dźwiękowych (dostępna poniżej).

Słowa kluczowe: krajobraz, krajobraz dźwiękowy, fotografia, turystyka

Jeśli ktoś ma ochotę przeczytać całość, to tom poświęcony dolinie Warty można w całości i nieodpłatnie pobrać tutaj.

Krajobrazy dźwiękowe doliny Warty



Pokaż Warta 2009 // Etap III // Soundscapes na większej mapie

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

nie-miejscownik: Antoninek - przewodnik alternatywny

👉 Polub nie-miejsca na Facebooku 👈
Dlaczego Antoninek? W końcu to zupełnie zwyczajna dzielnica na obrzeżach Poznania? Ponieważ nie ma miejsc nieciekawych, są tylko takie, którym nie poświęca się dość uwagi. Każdy krajobraz nosi bowiem w sobie historie ludzi, ich wyobrażeń, tego jak chcieli i dalej chcą upiększać swoje otoczenie. O tym chcemy opowiedzieć w nie-miejscowniku, czyli przewodniku po zakątkach niedocenionych, niepoznanych lub wręcz zapoznanych. Nie znajdziemy tych opowieści w tradycyjnych bedekerach, na próżno ich szukać w błyszczących katalogach biur podróży. Żaden bloger turystyczny podróżniczy nie uwzględnia ich na liście „top dziesięć rzeczy, które musisz zobaczyć w tym mieście”. Choć są tak blisko, to można się tam poczuć obcym osobnikiem, który jest na wszelki wypadek dyskretnie dozorowany, obserwowany zza firanek. Tym, który się rozgląda, choć sam raczej unika kontaktu. Za to rości sobie prawo do łatwych ocen oraz tanich posiłków i noclegów. Jednym słowem – turystą.

Hans Kloss

Dworzec Centralny w Tbilisi. Pełna integracja metra, kolei, kanapek, chaczapuri, legginsów sprzedawanych przez Romki, uryny, kawy rozpuszczalnej Jacobs, centrum handlowego i oczywiście marszrutek. Marszrutnoje taksi - ten wspólny mianownik postsowieckości. Właściwie żadna egzotyka. Zwykłe mikrobusy. Fordy transity, mercedesy sprintery albo te jeszcze starsze T1. Cechy charakterystyczne: ich maski często są obciągnięte czarną dermą. Niekiedy na burcie spore litery, układające się w napisy “VIP Klassen”. Czy były wcześniej? Czy naklejono je później, już po sprowadzeniu busów na Kaukaz, by dodać im prestiżu?
W każdym razie cena stała i przystępna, trasa znana. Jedynie rozkład jazdy jest traktowany swobodniej. Ponieważ całe przedsiębiorstwo przewozowe to często kierowca i marszrutka. By ruszyła musi osiągnąć zatem stopień zapełnienia, gwarantujący opłacalność. Jest to zadaniem “naganiaczy”. Bardziej lub mniej aktywnie wyłapujących miejscowych i turystów, wypytując o cel podróży. I proszę…

Bazar mitów i symboli

Targ w gruzińskim Kutaisi to jedno z najpopularniejszych miejsc w mieście. Przyciąga mieszkańców i turystów-poszukiwaczy lokalnego kolorytu. Choć zajmuje cały kwartał, to najbardziej charakterystycznym budynkiem jest ten na rogu ulic Rustawelego i Paliaszwilego. Nie wyróżnia się wysokością ani formą, jednak trudno go przeoczyć. Na jego frontowej ścianie, wyeksponowanej niewielkim placem, znajduje się monumentalna płaskorzeźba. Rzeźbiarz zastosował konwencję haut-relief. Dodaje to kompozycji ekspresji, bowiem postaci są wyraźnie wysunięte ze ściany. Efektu dodaje również materiał, czyli wyraziście czerwony kamień. Na przechodniów spoglądają dziesiątki monumentalnych postaci i posępnych twarzy, otoczonych rozmaitymi motywami i ornamentami. Tytuł reliefu to "Kolchida", a jego autorem jest Bernard "Franc" Nebieridze, urodzony w 1939 roku gruziński rzeźbiarz, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Tbilisi. Projekt zrealizowano w latach 1979-80. To właśnie koniec lat 70. XX…