Przejdź do głównej zawartości

Posty

Czy turystykę stać na autorefleksję? Relacja z Ogólnopolskich Obchodów Światowego Dnia Turystyki w Cieszynie

"Marka turystyczna – podstawą efektywnej promocji regionu, kraju" – pod tym niezbyt zgrabnym tytułem odbyła się 21 września 2017 roku konferencja, będąca częścią Ogólnopolskich Obchodów Światowego Dnia Turystyki. Na miejsce obrad wybrano Cieszyn, a organizatorami było Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz Polska Organizacja Turystyczna, przeżywająca ostatnio rozmaite wzloty i upadki.

Nieco ponad 36-tysięczny Cieszyn to intrygujący wybór miejsca na tego rodzaju konferencję. Miasto wielokulturowe i wielowyznaniowe, w sposób dosłowny transgraniczne. Według burmistrza Ryszarda Macury są to cechy przyciągające turystów-koneserów.Jednak pierwsi głos zabrali organizatorzy: Dariusz Rogowski, reprezentujący Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz Robert Andrzejczyk, obecny prezes Polskiej Organizacji Turystycznej. Ten ostatni podkreślił, że współcześni turyści odwiedzają zabytki nie dla samych zabytków, ale dla związanych z nimi emocji. Wypowiedział te słowa z właściwą dla biurokraty bez…
Najnowsze posty

Czy warto pisać przewodniki, czyli "Poznań for beginners"

Czy w dobie mediów społecznościowych, blogów podróżniczych, serwisów turystycznych w rodzaju TripAdvisor i "przemysłowo" wytwarzanych serii, takich jak choćby Lonely Planet, warto pisać przewodniki?


Chyba tak, albo może raczej: mam nadzieję, że tak. Choć ich zasięg lub używając żargonu „impakt”, jest znacznie mniejszy, to dają możliwość dotarcia do bardziej zaangażowanych turystów. Potencjalnie także bardziej skorych do pozostawiania w odwiedzanych przez siebie miejscach większej ilości pieniędzy. Świadczyć o tym może sam fakt nabycia przewodnika. Dają także możliwość spojrzenia na odwiedzane miejsce z lokalnej perspektywy, jeśli zostały napisane przez kogoś w nim mieszkającego. Tradycyjne przewodniki można również anegdotycznie zredukować do kilku technicznych zalet: nie są na baterię, nie wymagają dostępu do wi-fi i pozostają sprawne po upuszczeniu nawet ze znacznej wysokości, a w końcu nie są zbyt atrakcyjne dla złodziei. Przewodnik "Poznań for beginners" to nie…

Dźwięk tygodnia: Spacer w morze po ostrygi

Czasem marzy mi się dyktafon do zapachów. W jakimś zakresie można zapachy odtwarzać, ale w prosty sposób rejestrować z otoczenia? Ciężka sprawa. Technologia zupełnie zawodzi, a przecież zapach jest istotną częścią doświadczenia morza. Choć dźwiękowo też ma znacznie więcej do zaoferowania, niż szum wiatru i fal. Duńska wyspa Rømø należy do archipelagu Wysp Fryzyjskich. Wzdłuż jej zachodniego brzegu ciągnie się monumentalna piaszczysta plaża, uchodząca za największą w północnej Europie. Natomiast wschód wyspy to poddane reżimowi przypływów i odpływów grząskie tereny. Podczas niskiego stanu wody można wyjść nawet kilkaset metrów "w morze". Dno jest wyściełane muszlami, które pękają i chrzęszczą pod ciężarem kroków. Stopy zapadają się w grząski grunt z charakterystycznym błotnym mlaśnięciem.

Można tu także spotkać kraby, charakterystyczne podłużne nożenki, a w końcu ostrygi. Te spożywane na surowo małże, uchodzą za afrodyzjak. Są także symbolem kulinarnego wyrafinowania. Przewod…

Dźwięk tygodnia: turystyczne symulakrum

Zamożnym Europejczykom ciągle się marzy piasek, słońce i plaża, te wyprawy do krain all inclusive. Jednak jak tu jeszcze bardziej ich dopieścić? Ograniczyć te wszystkie ceregiele związane z lataniem, smarowaniem ciał kremami od słońca i robactwa? Hala ma prawie dwa i pół hektara powierzchni i pewnie nawet kilkanaście metrów wysokości. Szary monolit w krajobrazie można by wziąć za fabrykę. Do wnętrza prowadzą obrotowe drzwi. Są świadomie zaciemnione. Nie widać co się za nimi kryje. Po ich przekroczeniu znajdujemy się na idyllicznej uliczce śródziemnomorskiego miasteczka.

Panuje bezczas i bezprzestrzeń. Nie wiadomo jaki to miałby być kraj, ani jaka pora dnia. Równie dobrze może być Hiszpania albo Włochy. Ważne, że ciepło. Niebo jest niebieskie, tu i tam kilka kędzierzawych obłoczków. Nie ma słońca. Ulicę rozświetlają ozdobne latarnie. Za ciemno na poranek, za jasno na zmierzch. Choć to wnętrze przekracza granice turystycznej sztuczności, to paradoksalnie, gdyby odpowiednio wykonać fotog…

Miód

D. jest po pięćdziesiątce i ma niemal dziecięco łagodny głos. Tym właśnie głosem miękko oświadcza, że jego ojciec pochodzi z Łodzi, w której jako młody chłopak spędził kilka lat. Właściwie mieszkał tam od początku do końca. Przeżył getto Litzmannstadt. Jedziemy taksówką. Właśnie odebrałem D. z lotniska. Znamy się może siedem minut. Cały dzień porównujemy pokoje standard i superior w różnych hotelach. Dopytujemy czy wszędzie są elektryczne czajniki, a obok nich torebki z ekspresową herbatą. Zaglądamy do łazienek, upewniając się czy są prysznice. Nie, wanna z prysznicem, to nie to samo. D. zajmuje się zorganizowaną turystyką, a jego klienci to ludzie w mocno podeszłym wieku. Podniesienie nogi na tyle wysoko, by wejść do wanny może być dla nich kłopotem. Przy obiedzie (golonka z piwem) D. prosto z mostu mnie pyta, co sądzę o Jedwabnem. Mówię o polskich problemach z pamięcią, bo co mam powiedzieć? O przysłowiach, które są mądrością tego narodu: co z oczu, to z serca; co  było, a nie jest…

Dźwięk tygodnia: Noc i mgła

Klarnecista powtarza jeden ostry dźwięk, jakby syrena, alarm. Po chwili zaczyna iść w stronę masywnej bramy. Idzie po brukowanej drodze. Milczący tłum posłusznie rusza za nim. Słychać wyraźne kroki. Po przekroczeniu bramy frazy stają się dłuższe, odbijają się echem od ścian. Podobną historię usłyszeli i spisali dwaj bracia, którym świat zawdzięcza krwawe baśnie, a naród niemiecki - słownik. Później ów naród, gdy stanie się jeszcze bardziej narodowy, wzbogaci słownik o takie słowa, jak Endlösung, a w zbiorowej pamięci pozostaną opowieści tak krwawe, że o bajeczkach Grimmów można zapomnieć.


Jak zapamiętać te historie, kto ma ich słuchać, a kto je opowiadać, gdy prawie nie ma już świadków? Oto jedna z nich. Fort VII w Poznaniu był pierwszym obozem koncentracyjnym na okupowanych przez nazistów polskich ziemiach. Funkcjonował niemal od początku października 1939 roku. Posłużył do eksterminacji Wielkopolan. Zginęło tu od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy osób, w tym inteligencja, artyści…

Dźwięk tygodnia: sierpniowy wieczór, piwnica, jazz

Chciałoby się nawiązać do "Podziemnych", powieści Kerouaca z 1958, lecz byłby to chwyt pretensjonalny i raczej z tych tańszych. Szczególnie, że jest sierpniowy wieczór, ciemna, boczna ulica poznańskiego Starego Miasta (konkretnie Stawna) i skądś dobywa się jazz. Trudno o bardziej beatnikowski klimacik.
A przecież beatnicy z Kerouaciem, Ginsbergiem, Burroughs'em i całą resztą nie wzięli się znikąd. Przed nimi, jeszcze w latach 40. i 50., byli hipsterzy. Tak, tak, nie ma mowy o pomyłce. Ci biali fani czarnego jazzu zostali uwiecznieni w "Skowycie", gdzie Ginsberg opisał ich jako:
anielogłowych hipstersów spragnionych pradawnego niebiańskiego
podłączenia do gwiezdnej prądnicy w maszynerii nocy.
Ani słowa o gentryfikacji i pomadzie do pielęgnacji brody! Tymczasem muzyka dochodzi z podziemi przez kratkę piwnicznego okna czy raczej dawnego zsypu na węgiel. Czy odbywa się tam próba? Dźwięk saksofonu sopranowego mocno się wybija ponad fortepian. Razem rozbrzmiewają nad c…